
Firmy Wojciecha Rajewskiego i Adama Masłowskiego zdominowały rynek prac drogowych w Lesznie. Jedni nazywają to skandalem i nepotyzmem, my – jako pierwsi – odkrywamy prawdę.
Przez wiele ostatnich lat Przedsiębiorstwo Dróg i Ulic z Leszna było niemal monopolistą na miejscowym rynku inwestycji drogowych. Kierowana przez lewicowego radnego Leszna Wojciecha Rajewskiego firma wygrywa co roku większość przetargów w tym mieście. Od dwóch lat mamy do czynienia z nieco zmienioną sytuacją – spółka nadal zdobywa kontrakty, ale nie tylko samodzielnie, ale także w konsorcjum z inną leszczyńską firmą – Pra-Masem. W ten sposób obie spółki nie wpuszczają na lokalny rynek firm zewnętrznych.
Konsorcja nie są czymś nowym w Polsce (były też w historii Leszna), bo największe inwestycje wykonują dwa lub więcej podmiotów, które na okoliczność danego kontraktu podpisują porozumienie o wspólnej pracy i dzieleniu się zyskami.
Wespół w zespół
– Przy największych przetargach, także w Lesznie, wymogi zamawiających kontrakty są coraz ostrzejsze – wyjaśnia filozofię tworzenia konsorcjum Wojciech Rajewski, prezes PDiU w Lesznie. – W wielu z nich stawiane są wymogi, zarówno ekonomiczno – finansowe, np. duża zdolność kredytowa, czy doświadczenie w wykonywaniu inwestycji o określonej wartości, jak i techniczne, czyli określony potencjał maszyn i urządzeń. Małe czy średnie firmy nie są w stanie w pojedynkę ich spełnić. Jednoczymy więc siły, by zdobyć kontrakt, bo dwóch lub trzech może więcej, niż jeden.
Firmy szukają więc partnerów. I to takich, którzy zajmują się czymś innym. W ten sposób PDiU dogaduje się ostatnio z Pra-Masem. To typowy przykład współpracy dużego (PDiU to najbardziej znana w Lesznie firma drogowa) z małym. Zatrudniający o połowę mniej pracowników Pra-Mas specjalizuje się obecnie w wykonywaniu prac ziemnych, głównie kanalizacyjnych oraz brukarskich, a zaczynał przed blisko 20 laty jako firma transportowa. Przez długi czas PDiU przy budowie dróg korzystało z podwykonawcy – spółki Delta Plus (obie firmy były też powiązane kapitałowo, a ich szefowie należą do SLD).
Od pewnego czasu głównym partnerem firmy kierowanej przez radnego Wojciecha Rajewskiego przy robotach kanalizacyjnych i wodociągowych jest jednak wspomniany Pra-Mas (,,Delta Plus jest niestety dla nas za droga’’ – twierdzi Rajewski). Przy dwóch kontraktach na trzeciego członka konsorcjum leszczyńskie spółki wybrały dodatkowo Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjno – Drogowych z Nowego Tomyśla (prezes Pra-Mas-u Adam Masłowski był przez lata jego udziałowcem). Ta firma z kolei specjalizuje się w układaniu nawierzchni bitumicznych. Od pewnego czasu wspomniane trzy firmy – nie tylko w Lesznie – zawiązują konsorcja między sobą w różnych konfiguracjach.
Z dala od Zachodu
Nie ma reguły, kto pierwszy proponuje porozumienie drogowe (,,robimy to zwykle na gwizdek’’ – tłumaczy szef Pra-Mas-u Adam Masłowski). Szef PDiU Wojciech Rajewski pamięta jeden przypadek, gdy odmówił współpracy, bo bał się, że ,,partner go wykoleguje’’. Z tego też powodu prezes Pra-Mas-u Adam Masłowski nie wchodzi w konsorcja z firmami zachodnimi.
– Znam przypadek lokalnej firmy, która mocno przeżyła taką współpracę – tłumaczy Masłowski. – Wolę w mniejszych przetargach startować sam, a przy większych kontraktach współpracować z firmami lokalnymi. Lepiej zarobić mniej, ale mieć pewność, że coś w ogóle dostanę. Nasze obecne konsorcja to właśnie obrona przed wielkimi koncernami. To dobrze, że na rynku leszczyńskim budują miejscowe firmy.
Sposób na przeżycie
Od wielu lat prawicowa opozycja samorządowa w Lesznie podnosi, że kierowane przez radnego SLD Przedsiębiorstwo Dróg i Ulic jest niemal monopolistą w mieście – wygrywa większość przetargów w Lesznie. W latach 2007-09 zdobyło aż 25 kontraktów, wartych ok. 33 mln zł. Tylko w tym roku PDiU pracowało lub nadal wykonuje prace łącznie na 17 inwestycjach, nie tylko w Lesznie. Choć opozycja mówi o układzie i zarabianiu miejskich pieniędzy przez firmę prowadzoną przez kolegę partyjnego prezydenta, to żadne postępowanie prokuratorskie nie wykryło złamania prawa.
– Na co dzień jesteśmy konkurentami, a tylko na czas trwania konsorcjum w konkretnej sprawie stajemy się partnerami, solidarnie odpowiedzialnymi za wykonanie usług. Lider konsorcjum składa gwarancję dobrego wykonania kontraktu i usunięcia wad i usterek, a partner konsorcjum składa taką samą gwarancję liderowi na swój zakres robót. Wspólnie ustalamy ceny usług, bo na leszczyńskim rynku robót drogowych każdy wie niemal wszystko o konkurencji – jakie proponuje ceny, jakie ma maszyny, czy ma kłopoty finansowe. Na przetargach musimy mocno schodzić z ceny, by zdobywać zlecenia. Zysk jest w tej sytuacji bardzo skromny. O najtłustszych latach – z początku tego wieku – możemy na razie zapomnieć – twierdzi Wojciech Rajewski.
Potwierdza to Adam Masłowski. Tłumaczy, że co prawda ten rok (dzięki konsorcjom) należy do najlepszych w historii jego firmy, a Pra-Mas obecnie pracuje aż przy ośmiu kontraktach, to zyski z robót drogowych nie są rewelacyjne. Prezes Masłowski tłumaczy, że konkurencja jest ogromna, a w przetargach na prace drogowe startują nawet firmy budowlane. Dzięki rosnącej liczbie kontraktów spółkę było stać na zakup wartej milion złotych nowoczesnej spycharki, precyzyjnie wykonującej prace przy pomocy GPS-a. Nowy sprzęt daje możliwość jego wynajmowania przy budowie autostrad i dróg ekspresowych.
Melodia przyszłości
Zdaniem szefów firm, konsorcja to melodia przyszłości. Zwłaszcza, że niektóre kontrakty dotyczą łącznie projektu inwestycji i jej wykonania (tak będzie m.in. w przypadku przebudowy ,,piątki’’ w granicach Leszna – przetarg jeszcze w tym roku). W takiej sytuacji małe i średnie przedsiębiorstwa drogowe, które najczęściej nie mają rozbudowanych działów technicznych, muszą szukać partnerów. Z kolei powiększenie firmy o nowy dział to ogromny wydatek, przede wszystkim na sprzęt.
– Porządna koparka kosztuje co najmniej milion – tłumaczy Rajewski. – A musi się spłacić.
Często też firmy współpracują tylko dlatego, że akurat w czasie konkretnej budowy ich pracownicy realizują inne kontrakty. W takiej sytuacji po prostu brakuje ,,mocy przerobowych’’, czyli ludzi, a tych z kolei może mieć za to ktoś inny. Szkoda odpuścić więc taki przetarg. Dlatego też w niezwykłej cenie są informacje, w jakich terminach samorządy zamierzają wykonywać poszczególne inwestycje, a takimi danymi dysponują np. radni. Na sugestie, że konsorcja to sposób na wyeliminowanie konkurencji Rajewski odpowiada, że umowę o współpracy może podpisać każdy, kto czuje się na siłach i znajdzie partnera.
RAFAŁ MAKOWSKI
Dodaj artykuł do: