Z regionu
| Noworoczne Moraczewo (galeria) (Leszno) |
| Medyczne studium zawodowe przestanie istnieć (Kościan) |
| Złodzieje grasują na cmentarzach (Kościan) |
| Co ze statusem szpitala w Lesznie? (Leszno) |
| Wypompowali 1300 litrów oleju (Leszno) |
| Kierowca tico nie przeżył (Kościan) |
| Mają w sobie to coś (Wschowa) |
| Wybuch w kotłowni (Gostyń) |
| Wpadli po dwóch dniach od włamania (Góra) |
| Niepewny los szkoły (Gostyń) |
Komentarze
| Rawicz. Bal w hotelu (galeria) |
| haha dobry tort III b :D |
| Więcej... |
| Bezdomni też ludzie |
| I" ZLYM" JAOSLAWIE" Opowiem wam bajkę, jak kot palił fajkę. Za górami, za lasami, na wschodniej rubieży Europy Środkowej, była sobie spowita op... |
| Więcej... |
| Rawicz. Bal w hotelu (galeria) |
| to była impreza!!! ;) :zzz |
| Więcej... |
| Leszno |
|
|
| Śmiertelny zakręt (galeria) | ||
| 02.09.2010. | ||||||||||||||||||
Sprinter gna od strony Poznania, na łuku wpada w poślizg, zarzuca go na lewo, z przeciwka nadjeżdża mercedes CL. Kierowca osobowego samochodu nie jest w stanie wyhamować, bo wszystko trwa ułamki sekund i nawet nie zauważa pędzącego z przeciwka dostawczego mercedesa. Idą na czołówkę – tak mógł wyglądać przebieg poniedziałkowego wypadku na krajowej piątce pomiędzy Lipnem a Radomickiem.
Tak twierdzi mężczyzna, który widział roztrzaskane auta tuż po wypadku, a który – prosząc o anonimowość, zgodził się opowiedzieć nam o tym, co przeżył i zobaczył w poniedziałek przed godziną ósmą. Czy tak było rzeczywiście, pokaże policyjne i prokuratorskie śledztwo. Niestety ten poranek okazał się tragiczny. W szpitalu zmarli kierowcy obu aut: 37-letnia leszczynianka i 24-letni poznaniak.
„Czy pani mnie słyszy?” Mężczyzna, z którym rozmawialiśmy o wypadku, twierdzi, że w poniedziałkowy poranek znajdował się blisko feralnego łuku. – Piłem kawę. I nagle huk. Tylko huk. Nie słyszałem, by którykolwiek z samochodów hamował. Na pewno zwróciłbym na to uwagę, bo w tym miejscu często dochodzi do wypadków. I często przed zderzeniem słychać pisk opon. Tu tak nie było. Nie ma nawet śladów hamowania – nasz rozmówca upewnia się w przekonaniu, że jego dywagacje odzwierciedlają to, co działo się na drodze. Mężczyzna twierdzi, że kierowcy nie zdążyli nawet zorientować się, iż jadą wprost na siebie. Jego zdaniem wyglądało to tak: od strony Poznania nadjeżdża dostawczy mercedes, wpada w poślizg, auto zjeżdża na przeciwległy pas ruchu, obraca się lekko w lewą stronę. W tym momencie zostaje uderzone przed nadjeżdżającego z przeciwka osobowego mercedesa. Dostawczy obraca się niemal o 360 stopni, po drodze siła odśrodkowa wyrzuca na pobocze silnik i skrzynię biegów. Silnik uderza o jedną z opon stojących przy wjeździe do pobliskiego baru. Ostatecznie samochód staje znów w kierunku Leszna. – Moim zdaniem tak właśnie musiało to wyglądać, bo dostawczy był mocniej uderzony z prawej strony, a osobowy z lewej – utrzymuje mężczyzna. – Gdy tu przybiegłem, zobaczyłem dostawcze auto, ale nie mogłem znaleźć kierowcy. Dopiero po chwili zauważyłem, że leży na środku drogi, jakieś dwadzieścia metrów od samochodu. Początkowo myślałem, że nie żyje, ale ci, którzy go ratowali, mówili, że dawał znaki życia, podobno próbował się nawet podnosić. Nasz informator podbiegł do drugiego samochodu, w międzyczasie wykręcił numer na 112, krzycząc w słuchawce „Proszę szybko o pomoc, bo to poważny wypadek”. Zegar w telefonie komórkowym pokazał 7.51. Kobietę kierującą osobowym mercedesem zapytał: „Czy pani mnie słyszy?’ Niestety, z jej strony nie było żadnej reakcji. – Z samochodu zaczęło dymić, więc ruszyłem po klucz, żeby go odłączyć i wyjąć akumulator. Pomagał mi ktoś, kto przejeżdżał akurat piątką. Nie mnie oceniać, kto tu zawinił. Od tego są fachowcy. Wiem, iż jest to jeden z najtragiczniejszych wypadków, jakie widziałem w tym miejscu. Kierowcy, którzy przyjechali tu chwilę po wypadku od strony Śmigla, mówili, że dostawczemu bardzo się spieszyło, gnał ostro, ale to tylko przypuszczenia. Pewnie wpływ miała też pogoda. Tego ranka padał deszcz i jezdnia była mokra – twierdzi mężczyzna. – Na miejsce bardzo szybko przyjechali i strażacy, i pogotowie. Od Klonówca do Radomicka Pierwsi w pomocą stawili się ochotnicy z jednostki OSP w Lipnie. W akcji brał udział m. in. Zenon Karwatka. W ciągu kilku minut od alarmu ochotnicy byli przy remizie, chwilę później – już w miejscu, w którym doszło do wypadku. – Przeraził mnie ten straszny bałagan, części porozrzucane w promieniu 50 m – relacjonuje Zenon Karwatka. – Ktoś powiedział, że mężczyzna na pewno żyje. Podeszliśmy do samochodu, w którym znajdowała się kobieta. Żeby ją wyciągnąć, musieliśmy wyrwać drzwi od strony kierowcy. W międzyczasie medycy już udzielali jej pomocy. Ochotnicy z Lipna przyznają, że krajowa piątka na tym odcinku to bardzo wypadkowe miejsce. Grzegorz Mały, prezes miejscowej OSP, twierdzi, iż niebezpieczny jest cały fragment od przejazdu kolejowego w Klonówcu aż do Radomicka. – Bywa, że ludzie czekają sporo czasu przed rogatkami. Robi się korek, w Lipnie „hamuje” ich jeszcze fotoradar, za stacją benzynową jest trochę więcej przestrzeni, dlatego zaczynają gnać. A niech w międzyczasie jedzie jeszcze ciągnik, to gdy tylko uda się go wyprzedzić, kierowcy wduszają gaz do dechy – przyznaje Grzegorz Mały. – Może ten łuk, na którym doszło do wypadku, jest jakoś źle wyprofilowany? – zastanawia się Przemysław Musielak, kierowca OSP w Lipnie. – Tylko w tym roku w jego rejonie interweniowaliśmy aż osiem razy. A nie jeździmy do wszystkich stłuczek. Gdy tam się coś wydarzy i ruch odbywa się wahadłowo, czasem aż strach prowadzić akcję ratunkową. Niektórzy kierowcy ani myślą o ostrożności. Już nieraz rozjechali lampę czy pachołki. A są też tacy, którzy przystają i robią zdjęcia. To naprawdę smutne. Ochotnicy z Lipna niechętnie rozmawiają o wypadkach, zwłaszcza takich jak ten poniedziałkowy, którego ofiary nie żyją. Po latach służby wcale nie jest też tak, że widok wypadkowych zdarzeń powszednieje. Wręcz przeciwnie, niektóre na zawsze zostają w pamięci. – Gdy człowiek dostaje sms-a o treści „Alarm. OSP Lipno”, a w remizie wyje syrena, długo się nie zastanawia. W poniedziałek było tym bardziej nerwowo, że przy wyjeździe z ul. Pocztowej, gdzie mieszkam, natknąłem się na koparkę, która pracowała przy budowie kanalizacji. Przepuściła mnie dopiero po chwili. Zdążyłem, ale ubierałem się już w samochodzie. Wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko – przyznaje Zenon Karwatka. – Niestety, ta nasza piątka do bezpiecznych nie należy. Poza tym samochodów przybywa, a nowych dróg mamy niewiele. Potem są takie, a nie inne skutki tłoku na drodze – kończy Grzegorz Mały. Prokurator zbada sprawę W samochodach, które w poniedziałek zderzyły się na piątce, nie było pasażerów. Jechali tylko kierowcy. – By uwolnić kobietę, strażacy musieli użyć narzędzi hydraulicznych. Neutralizowali też plamy płynów i oleju. Według naszych szacunków straty wyniosły około 150 tys. zł – mówi asp. szt. Józef Samol, rzecznik prasowy komendy miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lesznie. – Na miejscu prawie pięć godzin pracowali strażacy z PSP w Lesznie i ochotnicy z jednostki OSP w Lipnie. Na ponad trzy godziny policja wyznaczyła objazdy: od strony Poznania przez Śmigiel i Włoszakowice, a do Poznania – przez Osiecznę i Śrem. Na razie trudno mówić o przyczynach tego tragicznego wypadku, przynajmniej oficjalnie. Sprawę bada prokuratura. Wiadomo, że w miejscu, w którym doszło do wypadku, obowiązuje zakaz wyprzedzania. Jest tam podwójna linia ciągła. – Mamy do czynienia z wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym. Jego uczestnicy zmarli w szpitalu. Czekamy na materiały z policji. Najpierw musimy się z nimi zapoznać. Dopiero później zapadnie decyzja m. in. o tym, czy trzeba będzie powoływać biegłego, który przeprowadziłby rekonstrukcję wypadku. Mimo że sprawca wypadku nie żyje, gdyż doprowadził do niego najprawdopodobniej jeden z kierowców samochodów, które się tam zderzyły, musimy znaleźć przyczynę – mówi prokurator rejonowy w Lesznie Jerzy Maćkowiak. ANNA MAĆKOWIAK /fot.S.Skrobała
Napisz komentarz
|
||||||||||||||||||
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



Sprinter gna od strony Poznania, na łuku wpada w poślizg, zarzuca go na lewo, z przeciwka nadjeżdża mercedes CL. Kierowca osobowego samochodu nie jest w stanie wyhamować, bo wszystko trwa ułamki sekund i nawet nie zauważa pędzącego z przeciwka dostawczego mercedesa. Idą na czołówkę – tak mógł wyglądać przebieg poniedziałkowego wypadku na krajowej piątce pomiędzy Lipnem a Radomickiem.














