
O Romanie Jankowskim i polskim żużlu z Armando Castagną, włoskim żużlowcem i działaczem FIM, rozmawia Mariusz Cwojda.
Czym zajmuje się pan po zakończeniu kariery, bo często można pana
spotkać na zawodach w parku maszyn elegancko ubranego.
Pracuję dla Światowej Federacji Motocyklowej, nadzoruję i pomagam w
przygotowaniu zawodów międzynarodowych. Służę swoim doświadczeniem.
Dlatego w tym roku odwiedziłem Leszno przy okazji Grand Prix IMŚ. Więcej
pracy mam, gdy zawody w obsadzie międzynarodowej odbywają się w mojej
ojczyźnie. We Włoszech nie mamy tak mocnego speedway’a jak w Polsce.
Nawet nie można porównywać. Nasza kadłubowa liga i wasza najlepsza na
świecie dzieli przepaść.
Pan w polskiej lidze niewiele osiągnął. Dlaczego?
Jeszcze nie zakończyłem kariery (śmiech). Przynajmniej oficjalnie takie
zdarzenie nie miało miejsca. Gdy mam okazję lubię wsiąść na motor i
pokręcić parę kółek. Na żużlu ścigałem się ponad połowę swojego
dotychczasowego życia, więc ciągnie wilka do lasu.
Mocno się zmienił układ sił na przestrzeni ostatnich lat?
W ostatnich latach podupadł żużel brytyjski, który gdy ja się ścigałem
był światową potęgą. Zginęła Nowa Zelandia, kryzys dopadł Stany
Zjednoczone, które poza Gregiem Hancockiem nie mają zawodnika na
światowym poziomie. Brakuje mi dobrych zawodników z Czech. Dzisiaj
trudno w Czechach trudno zebrać reprezentację, choć zawsze słynęli z
dobrego szkolenia. Skandynawia kocha żużel i wciąż rodzą się im talenty.
Dania, Szwecja to światowa czołówka.
Zapomniał pan o Polsce?
Polska zawsze miała dobrych zawodników tylko nie zawsze mieli dobre
motocykle. Pamiętam stare czasy, gdy często ścigałem się z Plechem,
Huszczą, Jankowskim. Byli wybitnymi zawodnikami, ale panujący wtedy
ustrój polityczny w waszym kraju nie dał im szansy rozwinięcia skrzydeł.
Przecież Jankowski, gdy trafił do ligi angielskiej był objawieniem.
Teraz polski żużel jest najlepszy na świecie. Wygrywacie Drużynowy
Puchar Świata, posiadacie najlepszą ligę i wasi żużlowcy wiodą prym w
Grand Prix IMŚ.
Roman Jankowski jest teraz trenerem Unii Leszno i walczy o mistrzostwo
Polski.
Wiem, bo spotkaliśmy się w Lesznie. Roman to był kawał żużlowca, był
lepszy od Golloba, gdyby tylko miał dostęp do najlepszego sprzętu. We
Włoszech należałem do nielicznych, którym motocykle przygotowywał
konstruktor silników GM. Przecież to mój rodak (Giuseppe Martzotto),
więc nie mogło być inaczej. Z Jankowski często spotykałem się w
eliminacjach, walczyliśmy w finałach kontynentalnych, które w dawnym
układzie geograficznym obowiązywały w Europie. Świetnie sprawdzał się na
angielskich torach. One są krótkie, techniczne i jemu takie zawsze
odpowiadały. Im trudniej tym lepiej. Ja podziwiałem przede wszystkim
jego technikę jazdy. Gdyby mi oddał, choć połowę tego, co on potrafił
wydziwiać na motorze balansem ciała albo jadąc po wewnętrznej, to na
pewno w tym sporcie osiągnąłby dużo więcej.
Kto zostanie mistrzem świata?
Tomasz Gollob.
Na koniec jeszcze jedna kwestia. FIM forsuje nowe tłumiki, które
krytykują żużlowcy, bo zwiększają awaryjność sprzętu, przegrzewają się,
mogą być przyczyną wypadków.
Zgadzam się z wszystkimi sugestiami, ale jest jedno ale. Unia Europejska
stawia wymagania. Jednym z nich jest głośność motocykli żużlowych.
Musimy dostosować je do wymagań. To nie jest wymysł FIM – u.
Dodaj artykuł do: