
Miał być wspólny wylot do Tajlandii i wspólna przyszłość, wyszły
oskarżenia o oszustwa i sądowa sprawa. Miłość i pieniądze to wybuchowa
mieszanka.
Poznali się przez znajomych. Oboje przed czterdziestką, z życiowym
bagażem i zawodowym dorobkiem. Był wspólny sylwester, spotkania w
restauracjach i w końcu plany wyprawy do Tajlandii, we czwórkę ze
znajomymi. Zaiskrzyło, ale na krótko. Plany wyjazdu zostały zarzucone, a
wkrótce potem ona pojawiła się na komendzie policji oskarżając jego o
wyłudzenie. Tak się rozpoczęła się sprawa Iwona W. kontra Piotr L.
– Namawiał mnie na kupno volkswagena garbusa, którego miał dla mnie
sprowadzić – zeznała Iwona W. – Chciałam kupić to auto, ale nie dostałam
kredytu, więc się rozmyśliłam. Powiedział wtedy, że jest problem, bo on
już wpłacił na auto zaliczkę, 4000 zł. Temat ucichł na jakiś czas, ale
wrócił gdy mnie odwoził na lotnisko, bo leciałam do brata. Powiedziałam,
że mogę mu pomóc. Dałam mu swoją kartę bankomatową i powiedziałam, żeby
wypłacił z niej 4000 zł. Odpowiedział, że zrobi to w ostateczności, ale
jak tylko wrócę, to mi odda i kartę i pieniądze. Gdy wróciłam do
Polski, zorientowałam się, że z mojego konta wypłacono 4000 zł. I
próbowano pobrać jeszcze 1500 zł. Natychmiast zmieniłam PIN i
zastrzegłam kartę. Do dzisiaj Piotr nie oddał mi karty i pieniędzy i się
ze mną nie skontaktował.
Nie polecieli do Tajlandii
Iwona W. opowiedziała jeszcze policji o biletach do Tajlandii. Bilety
zamówił wspólny znajomy. Ale już wtedy między nią i Piotrem L. zaczęło
się psuć, więc do Tajlandii nie polecieli, a bilety postanowili
zwrócić. Linie lotnicze oddały część pieniędzy.
– Wiem, że ten znajomy przekazał pieniądze Piotrowi, ale do mnie one nie
dotarły – zeznała Iwona W. – Zostałam oszukana.
– To jej zemsta za niepowodzenie naszego związku – zeznał z kolei
wezwany na przesłuchanie Piotr L.
Tłumaczył, że wypłacił 4000 zł z konta Iwony L. bo poniósł wydatki na
sprowadzenie samochodu na jej życzenie.
– Ale ja nie czułam się w żaden sposób winna tej sytuacji z zaliczką –
odpowiadała podczas kolejnego przesłuchania Iwona W. – Dałam mu kartę i
PIN i zdecydowałam się pożyczyć 4000 zł, bo łączyło nas wtedy uczucie.
Ale gdy wróciłam do Polski on powiedział, że postanowił wrócić do żony.
Prokuratura miała rację
Początkowo prokuratura w ogóle nie chciała w tej sprawie wszczynać
postępowania, uznając, że sprawa ma wybitnie cywilny charakter, a więc
powinien rozstrzygać ją sąd cywilny. Przesądziły jednak zeznania
wspólnego znajomego Piotra L. i Iwony W., tego, który kupował w ich
imieniu bilety lotnicze na lot do Tajlandii. Potwierdził, że otrzymał
zwrot pieniędzy za odmówione bilety i że przekazał je Piotrowi L., który
powinien rozliczyć się ze swoją znajomą. Ale, jak twierdziła ona, tego
nie zrobił.
Prokuratura postawiła Piotrowi L. zarzut przywłaszczenia
tych pieniędzy. Także zarzut kradzieży 4000 zł i usiłowania kradzieży
1500 zł z konta Iwony W. Piotr L. nie przyznał się do winy. Wypłatę 4000
zł niezmiennie tłumaczył poniesionymi na zakup auta wydatkami. O
próbie wypłaty 1500 zł nie chciał natomiast wcale mówić:
– Próby wypłaty dokonała bez mojej wiedzy bliska mi osoba, ale nie
powiem kto to był – zeznał.
Zanim sprawa trafiła przed oblicze sądu, Iwona W. otrzymała wszystkie
należne jej pieniądze. W imieniu Piotra L. rozliczał się z nią ich
wspólny znajomy: to on oddał jej pieniądze za niewykorzystany bilet
lotniczy i 4000 zł wypłacone z konta bankowego przez Piotra L.
Sąd Rejonowy w Lesznie najwyraźniej podzielił początkową opinię
prokuratury, że sprawa ma charakter cywilny. Sąd uznał, że Piotr L. nie
popełnił przestępstwa i go uniewinnił od zarzutów. Wyrok nie jest
prawomocny, ale na razie nic nie wskazuje, by któraś ze stron chciała
się od niego odwoływać. (aj)
PS. Imiona i inicjały zostały
zmienione
Dodaj artykuł do: