
Dziwny rodzaj patriotyzmu promują w ostatnim czasie działacze PiS. Więcej niż cicho kibicują walce o krzyż smoleński na Krakowskim Przedmieściu w stolicy, a jednocześnie w święto 15 sierpnia..
...czyli w rocznicę „cudu nad Wisłą”, zrobili rozróbę uniemożliwiająca odsłonięcie krzyża na mogile żołnierzy Armii Czerwonej poległych pod Ossowem w 1920 r. Działania te przypominają mi filozofię Kalego: polskim ofiarom katastrofy lotniczej krzyż się należy, natomiast „ruskim” przeciwnie – nawet jeśli oznacza to odwołanie uroczystości międzypaństwowej z udziałem rosyjskiego ambasadora. Niestety, swój udział w tej zadymie mają media mieniące się katolickimi: „Gazeta Polska”, Radio Maryja, czy portal Niezalezna.pl.
W te wakacje staram się odpoczywać od polityki, ale tak do końca się nie da, nawet jeśli zaszyje się człowiek na kilka dni na polskiej prowincji. Wystarczy włączyć telewizor czy kupić gazetę, by wróciły polskie zmory: walka z żywiołami natury przeplatana walką o krzyże. W przypadku pogody człowiek jest przeważnie bezradny: burze i deszcze pustoszą kolejne połacie kraju, obracając wniwecz dorobek wielu pokoleń Polaków, a tam gdzie nie jest tak tragicznie – przeszkadzając rolnikom w spokojnym dokończeniu żniw. W miniony piątek sam miałem okazję uczestniczyć w tym specyficznym wyścigu z naturą: pomagałem mojej rodzinie pod Wieluniem zwieźć z pola baloty słomy zanim nie spadnie deszcz. Nam się udało, ale wielu sąsiadów pozostało z mokrym zbożem czy słomą na polu na św. Rocha.
Ziemię w Pątnowie, na której obecnie gospodarzą moi krewni, na początku lat 20. XX wieku dostał od państwa mój dziadek Jan Stasiak za udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Cudem ocalały pod Lwowem młody rekrut wybudował potem na parceli w Pątnowie pod Wieluniem (obecnie woj. łódzkie) dom oraz budynki gospodarskie i prowadził do śmierci 5-hektarowe gospodarstwo. Tam urodziła się moja mama, a ja jako dzieciak niemal co roku przyjeżdżałem do Pątnowa na wakacje. Obecnie odwiedzam te strony znacznie rzadziej, najczęściej w okolicy 16 sierpnia, gdy odbywa się w miejscowej parafii odpust św. Rocha.
Tegoroczne parafialne święto, w którym uczestniczyłem, zbiegło się z uroczystym objęciem parafii przez nowego proboszcza ks. kanonika Leona Kołka. Miałem okazję porozmawiać z nim chwilę i obiecał mi, że gdy tylko uporządkuje parafialne archiwum, będę mógł poprzeglądać księgi metrykalne, by uzupełnić braki w moim rodzinnym drzewie genealogiczny. A kończąc wątek parafii w Pątnowie dodam, iż również moi pradziadkowie: Adam Gajek, Augustyn Kinast i Mikołaj Kuźbiński mieli spore zasługi w staraniach o uratowanie parafii w tej wsi. Zwłaszcza pradziadek Augustyn, miejscowy kołodziej, bardzo zaangażował się w pisanie próśb do biskupa we Włocławku, by przyłączoną od 1895 r. do okolicznych Dzietrznik parafię odzyskać, co udało się ostatecznie w 1908 r.
Jeśli chodzi zaś o moją genealogiczną pasję, która dla niektórych może się już wydawać manią, to bardzo owocny okazał się spacer po miejscowym cmentarzu. Z pomocą mamy udało mi się zlokalizować kilka kolejnych grobów moich przodków: braci i sióstr dziadków. Wiele dały mi też rozmowy z żyjącymi członkami rodziny, bo dzięki temu moje drzewo genealogiczne zbliża się do magicznej liczby 1000 osób. I tego typu umiłowanie małej ojczyzny, bo poznawanie rodzinnych korzeni to także spora dawka wiedzy historycznej i propagowania patriotyzmu, wolę propagować. Natomiast zawsze będę przeciwny wzniecaniu kolejnych bitew i wojen o krzyże, jak to czyni ostatnio PiS i media im sprzyjające. To nie moja bajka…
ROBERT LEWANDOWSKI
Dodaj artykuł do: