Reportaż Drukuj Email
Rodzina na trasie
15.08.2010.
ImageRodzina Katarzyńskich z Pawłowic od 21 lat tak samo spędza urlop: co roku blisko dwa tygodnie pielgrzymują do Częstochowy.

 

Od kilku lat kierują też ruchem pielgrzymkowym. 

Są prawdziwymi rodzynkami leszczyńskiej „16” grupy Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki do Częstochowy.

Tuż przed porodem

Marzena Katarzyńska pochodzi z Ponieca. Na pielgrzymki chodziła jej sąsiadka.

Zaczęłam naciskać na mamę, ale nie chciała mnie puścić, bo nie byłam pełnoletnia. Kiedyś, jadąc pociągiem do szkoły w Lesznie, poznałam Grzegorza. Tak się jakoś zgadaliśmy na temat pielgrzymki. Wspólnie wyruszyliśmy do Częstochowy, wtedy jeszcze pod opieką mojej ciotki. Ja miałam 16, a mój przyszły mąż 18 lat. To było 21 lat temu – wspomina pani Marzena.

Wciągnęło ich. Na tyle, że kilka lat później, nawet w dziewiątym miesiącu ciąży, mieszkanka Pawłowic nie chciała zrezygnować z pielgrzymki. Nie przeszła wtedy całej trasy, ale każdego dnia dojeżdżała samochodem, by przemierzyć choć kilka kilometrów.

Żona miała termin na 21 lipca, a pielgrzymka wchodziła do Częstochowy 15. Teoretycznie zdążylibyśmy, tak się nawet złożyło, że w pielgrzymkowej pomocy medycznej była wtedy położna... – śmieje się Grzegorz Katarzyński. – Ostatecznie zrezygnowaliśmy z ostatnich kilku dni, jak się później okazało – niepotrzebnie, bo nasz syn Mariusz urodził się dokładnie w terminie.

Jak kostka lodu

Cztery lata później na świat przyszła Jagoda. Urodziła się w maju, a w lipcu Katarzyńscy wzbudzili na pielgrzymce dużą sensację, gdy pod leszczyńską kolegiatę podjechali głębokim wózkiem. Gdy trzeba było przejść dziewięć kilometrów piaszczystą drogą, w której kółka grzęzły do połowy, od razu znalazło się kilku chętnych, którzy zaoferowali się, że przez cały ten odcinek przeniosą wózek. Zarówno Mariusz jak i Jagoda od najmłodszych lat pielgrzymują wraz z rodzicami.

Pan Grzegorz pracuje w Zootechnicznym Zakładzie Doświadczalnym w Pawłowicach, a pani Marzena w cukierni K. Kolan w Lesznie. Ich pracodawcy przyzwyczaili się już, że urlop biorą zawsze w tym samym terminie.

Na pielgrzymkowym szlaku zazwyczaj nie ma problemu z noclegami. Większość „szesnastkowiczów” śpi u zaprzyjaźnionych rodzin.

– Jeszcze nigdy nie zdarzył się nam nocleg w stodole czy pod chmurką. Raz spaliśmy trzydziestoosobową grupą w niewielkim pokoju w mieszkaniu pewnego starszego małżeństwa. Panował taki ścisk, że nie było szans, aby przewrócić się na drugi bok. Wieczorem trwała „walka” o miejsce przy oknie, bo każdy chciał mieć dostęp do świeżego powietrza. Tymczasem rano ten szczęśliwiec był jak kostka lodu, bo akurat pogoda nie rozpieszczała wysoką temperaturą – zdradza Jagoda Katarzyńska.

– Była też sytuacja, że długo nie mogliśmy znaleźć noclegu i postanowiliśmy, że całą rodziną prześpimy się w samochodzie. Gdy doniesiono o tym dyrektorowi miejscowej szkoły, od razu przyszedł z kluczami. Przepraszał za brak komfortu, bo w remoncie były wtedy szkolne toalety. Przyniósł nam jednak tyle czajników z wodą, że nawet do mycia nie zabrakło – dodaje pani Marzena.

Bolało niemiłosiernie

Przez te wszystkie lata nie zdarzyło się jeszcze, by z przyczyn zdrowotnych musieli zrezygnować z udziału w pielgrzymce. Największy kryzys miała pani Marzena podczas drugiej pielgrzymki. Wtedy pod jej stopą pojawił się olbrzymi krwiak. Bolało niemiłosiernie. Ale z pomocą kuzyna oraz przyszłego męża dała radę.

Od kilku lat Katarzyńscy mają w leszczyńskiej „16” dodatkową funkcję – kierują ruchem. Dwa lata temu, zgodnie z nowymi przepisami, musieli przejść specjalny kurs, który zorganizowano w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Lesznie.
 
– Najbardziej wyrozumiali są kierowcy tirów – przyznaje Grzegorz Katarzyński. – Stosują się do każdej naszej komendy, nigdy nie wymuszają pierwszeństwa. I zawsze bardzo serdecznie nas pozdrawiają.

W tym roku 122 uczestników leszczyńskiej pielgrzymki musiało zmierzyć się nie tylko z prawie 300-kilometrową trasą, w ramach której najdłuższy odcinek liczy ponad czterdzieści kilometrów. We znaki dawał się również upał. Prawie wszyscy szczęśliwie dotarli na Jasną Górę. Dwie osoby zasłabły na trasie i nie mogły kontynuować pielgrzymki. W tym roku najbardziej pożądanymi na pielgrzymce artykułami były napoje.

Podczas postoju półtoralitrową butelkę człowiek wypijał na raz – dodaje pan Grzegorz.

– Nie zawsze jednak pielgrzymkom towarzyszyły takie tropiki. Jednego roku zaskoczył nas sporych rozmiarów grad. Kule lodu były takie wielkie, że zostawiały na skórze sińce – przerywa ojcu Jagoda.

Srebrny jubileusz?

Co roku Katarzyńscy pielgrzymują do Częstochowy z jakąś intencją. Zdarza się, że są to prośby od innych osób. I – jak zgodnie potwierdzają – pielgrzymka jest w stanie zdziałać cuda.

– Jednego roku byliśmy już w trasie. Zadzwoniła moja mama, że kuzynka urodziła bliźniaki, ale jest z nią bardzo źle, po porodzie zapadła w śpiączkę. Od razu poszliśmy z tym do księdza, który był przewodnikiem pielgrzymki. Niemal natychmiast odprawił mszę. W tym samym czasie na mszę poszła moja mama w swojej rodzinnej miejscowości. I... stał się cud. Wieczorem dostaliśmy telefon, że jest nieco lepiej. Dziś bliźniaczki mają już cztery lata. Ich mama także cieszy się dobrym zdrowiem – panią Marzenę ogarnia wzruszenie na myśl o wydarzeniach sprzed kilku lat.

Jak długo zamierzają pielgrzymować? Przez ponad dwadzieścia lat przeszli w ramach pielgrzymek do Częstochowy ponad 6 tysięcy kilometrów. To tak, jakby niemal dwukrotnie okrążyli na piechotę Polskę.

– Czasem przeszliśmy trochę więcej niż pozostali uczestnicy pielgrzymki, bo jak człowiek kieruje ruchem, to wiadomo, trzeba trochę pobiegać do przodu i do tyłu. Ale tych dodatkowych kilometrów już nie liczymy – śmieje się pan Grzegorz.

Katarzyńscy mówią, że początkowo chcieli iść do Częstochowy dziesięć, potem piętnaście, a w końcu dwadzieścia razy. Dziś zbliżają się do srebrnego pielgrzymkowego jubileuszu. Będą go obchodzić wcześniej niż 25-lecie małżeństwa. Zgodnie podkreślają, że dwudziestopięciolecie pielgrzymowania zamieszają hucznie świętować. Oczywiście w drodze do Częstochowy.

ANNA MAĆKOWIAK


Piesze pielgrzymki można spotkać na polskich drogach od początku lipca. Jednym z punktów kulminacyjnych jest 15 sierpnia. Właśnie wtedy wielu pielgrzymów dociera do Częstochowy. Tego dnia przypada bowiem uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, nazywana tradycyjnie świętej Matki Boskiej Zielnej.

Leszczyńska grupa „16” wyrusza do Częstochowy zawsze 7 lipca, a na Jasną Górę dociera 15 lipca. Trasa od lat pozostaje praktycznie niezmienna, zmieniają się tylko niewielkie fragmenty. Na przykład kiedyś „16” przechodziła przez Kłobuck, teraz omija to miasto. Do przejścia jest prawie 300 km.

Dodaj artykuł do:



RSS komentarzy

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Przez mrozy:
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO

Image

Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW