
Żużlowa ekstraligi potrzebuje zmian. I to już od nowego sezonu, bo tegoroczne rozgrywki zupełnie się nie sprawdziły. Nic ciekawego się nie działo.
Wygrywali najczęściej gospodarze lub faworyci, niespodzianek było jak na lekarstwo. Brakowało zaciętych meczów do ostatniego biegu. Spadła frekwencja kibiców. Kluby zaczynają narzekać.
Na kłopoty wpłynął poszatkowany terminarz z powodu czynników poza sportowych - przedłużającej się zimy, powodzi, katastrofy lotniczej spowodował duże zamieszanie. Zabrakło tzw. meczowego rytmu - od niedzieli do niedzieli, a nie w piątek, świątek i niedzielę. Nie bez winy pozostają działacze. Ludzie rządzący klubami już nieraz zaskakiwali. Zamiast promować zabijają żużel.
Przykład pierwszy z brzegu. Mecz w Rzeszowie z Lotosem Gdańsk miał być hitem sezonu, bo obie ekipy walczą o ekstraligę. Zamiast hitu był kit. Rzeszowianie, żeby utrudnić przeciwnikowi ściągniecie zagranicznych zawodników wyznaczyli zawody na piątek rano. Rozpoczęły się o g. 9! Czy ktoś w ogóle pomyślał o kibicach?
Kolejny szatański pomysł strzelił do głowy przedstawicielom klubów z Rybnika, Poznania, Grudziądza i Miszkolca. Wszystkie cztery drużyny znalazły się poza play off. Mają ścigać się w play out. Prawie pewnym spadku są Węgrzy, więc pozostałe trzy ekipy zaproponowały swoim żużlowcom obniżenie honorarium. Jeśli zawodnicy się nie zgodzą, wtedy działacze odwołają mecze. Twierdzą, że takie salomonowe rozwiązanie bardziej im się opłaca niż rozgrywanie zawodów, do których musieliby dołożyć.
Obawiam się, że z takimi decyzjami i ludźmi z ,,pomysłami'' daleko nie zajdziemy. Polski żużel już od pewnego czasu dryfuje na dno i nie zmienią tego sukcesy kadry w Drużynowym Pucharze Świata i udane występy Golloba i Hampela w Grand Prix IMŚ. Kluby toną w długach, może nie dotrwają do końca sezonu. Taki Włókniarz Częstochowa odjechał 14 meczów, ale za 9 nie zapłacił żużlowcom. Wszyscy narzekają i będą narzekać. Trzeba zakasać rękawy i do pracy. W żużlu potrzeba ludzi operatywnych. W przeciwnym razie o potędze polskiej ligi będziemy za kilka lat czytać w książkach o historii sportu.
MARIUSZ CWOJDA
Dodaj artykuł do: