
W tym roku wyjątkowo wcześnie pojawiły się wyrwy w asfalcie i jest ich całkiem sporo. Drogowcy łatają nawierzchnie, choć częściej ustawiają znaki ograniczające prędkość i ostrzegające o nierównej nawierzchni.
Kierowcy nie są bezradni – gdy uszkodzą samochód na dziurze w jezdni,
przysługuje im odszkodowanie. Muszą jednak pamiętać, by dopełnić
wszystkich formalności.
Bez policji ani rusz
Kierowca, który uszkodzi samochód na wyrwie, powinien zawsze wezwać
patrol policji. Funkcjonariusze ocenią zdarzenie, spiszą zeznania
świadków, dokonają oględzin pojazdu i sporządzą protokół. To właśnie
ten dokument jest podstawą dochodzenia wszelkich roszczeń od
ubezpieczyciela.
– Skrupulatnie sprawdzamy każdy wniosek o wypłatę odszkodowania.
Odnotowujemy bowiem coraz więcej prób wyłudzeń. Nie są odosobnione
sytuacje, gdy kierowca twierdzi, iż na jednaj dziurze uszkodził naraz
cztery felgi – kwituje Rajmund Jakuszkowiak, kierownik leszczyńskiego
rejonu Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Poznaniu. –
Wniosek, który nie jest poparty policyjnym protokołem, w ogóle nie może
być rozpatrywany.
Niewielu chce pieniądze
Dziś niemal każdy zarządca drogi jest ubezpieczony od odpowiedzialności
cywilnej, więc uzyskanie odszkodowania za uszkodzony pojazd zazwyczaj
nie oznacza skomplikowanej batalii w sądzie. Mimo to zarządcy dróg w
regionie leszczyńskim nie są zasypywani wnioskami od pokrzywdzonych
właścicieli aut.
– W minionych latach sporadycznie trafiały do nas wnioski o
odszkodowanie za uszkodzony pojazd – mówi Sławomir Figisiak, sekretarz
Urzędu Miasta i Gminy w Rawiczu. – Absolutnie nie uchylamy się od
odpowiedzialności za takie zdarzenia. Jednak każdą sprawę indywidualnie
ocenia ubezpieczyciel.
Łatać czy nie łatać
W lutym na odcinku krajowej „piątki” między Lesznem a Rydzyną pojawiło
się ograniczenie prędkości do 40 km/h. To właśnie jeden ze sposobów, w
jaki drogowcy zabezpieczają się przed odpowiedzialnością za ewentualne
uszkodzenia pojazdów. W razie zdarzenia mają argument, że ostrzegali
przed zagrożeniami. Ale jest i drugie dno.
– Dopóki temperatura powietrza nie osiąga w dzień i w nocy przynajmniej
dziesięciu stopni Celsjusza, w ogóle nie powinniśmy łatać wyrw, bo za
kilka dni one znów się pojawią – przyznaje Rajmund Jakuszkowiak. –
Robimy to jednak, by nie narażać się na atak kierowców. Mamy jednak
świadomość, że to działanie doraźne.
– Od lutego naprawiamy nawierzchnie, choć nie sprzyja nam pogoda. Ale
zostawienie wyrwy jest jeszcze gorsze, bo ona z każdym dniem się
pogłębia i zwiększa ryzyko da kierowców – przyznaje Szymon Cieśliński,
zastępca kierownika Zarządu Dróg Powiatowych w Lesznie. (maks/fot. S.Skrobała)
Dodaj artykuł do: