Kontrowersje Drukuj Email
Kościelne dzwony biją na alarm
25.01.2010.
ImageKościołowi w Wilkowie Polskim grozi katastrofa budowlana. Powstał w 1540 roku. Teraz zamknięto go dla wiernych. To już koniec? 

 

 

To bardzo smutny widok – spoglądam w górę. Kilka metrów nad głową zza drucianej siatki wyglądają poszarzałe od kurzu gwiazdy stworzone ręką szesnastowiecznego budowniczego. Jedna, druga, trzecia… dawno już straciły pierwotny blask. Spływają w dół żebrowanymi kolumnami tak samo szarymi, jak cała reszta ścian.

– Smutny, to prawda – kiwa głową ksiądz proboszcz Marian Derkaczewski.

Jeszcze przed chwilą z entuzjazmem odkrywcy powiadał o odsłoniętych przed czterdziestoma laty freskach i siedemnastowiecznej ambonie, której trzeba było dorobić schody, bo stare zupełnie przegniły. Teraz stoi na progu kościoła wpatrując się w sklepienie, na którym złowrogo szczerzą zęby widoczne z daleka pęknięcia.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w Wilkowie Polskim (gmina Wielichowo) dzwon na przykościelnej wieży od dawna już bije na alarm. Tylko czy jego spiżowe, spracowane serce jest w stanie zmusić ludzi do działania?

Eksperci napisali

Zacząć trzeba byłoby chyba od tego, że o tych pęknięciach wiadomo od dawna. Podobno kiedy w 1994 roku kładziono na kościele nową dachówkę to już coś było nie tak. Ówczesny proboszcz Henryk Bączkiewicz w kronice parafialnej napisał: „W czasie remontu dachu uwidocznione zostały pęknięcia ścian murów kościoła w czterech miejscach. Są to stare pęknięcia – ale w przyszłości trzeba mieć na uwadze sklamrowanie murów, oczywiście po ekspertyzie konserwatora zabytków”. Potem, już w nowym stuleciu była konserwacja fresków. Tej jednak nie dokończono, bo okazało się, że pękają i mury, i strop. Konserwator z Poznania kazał przerwać prace, a dwóm uznanym znawcom zabytkowej architektury zlecił wykonanie ekspertyzy.

- Zniszczona jest więźba dachowa, poza tym na sklepienie działa bardzo duża siła rozporowa. Konstrukcja budynku nie jest w stanie wytrzymać pojawiających się obciążeń, tym bardziej, że to obiekt wiekowy. Jeśli zaś uszkodzony jest strop, może dojść do katastrofy budowlanej. Z tym nie ma żartów, zwłaszcza, iż nie jesteśmy w stanie przewidzieć, kiedy to nastąpi – podkreśla prof. dr hab. Jerzy Jasieńko z politechniki wrocławskiej, jeden z autorów ekspertyzy.

Te złowrogie słowa konserwator zabytków i poprzedni wilkowski proboszcz przeczytać mogli już w 2007 roku.

– Stan budynku pozostaje bez zmian – przyznaje wojewódzki konserwator zabytków Aleksander Starzyński. – Wtedy konstruktorzy zmiękli i zdecydowali, że tymczasowo wystarczy siatka.

Od ponad dwóch lat przynajmniej kilka osób wiedziało więc, że świątynia w Wilkowie Polskim grozi katastrofą budowlaną. Przez ten czas odbyło się w niej setki niedzielnych mszy, nie jeden ślub, chrzest, dwa roczniki dzieci przystąpiły do pierwszej komunii. Za każdym razem grały organy, wywołujące drgania mało bezpieczne dla 400-letnich murów. Za każdym też razem kościół wypełniali wierni nieświadomi zagrożenia.

Raz dali 20 tysięcy…

W połowie lata 2007 roku w wilkowskiej parafii nastał nowy proboszcz, ksiądz Marian Derkaczewski. Cel miał jeden – oprócz pracy duszpasterskiej rzecz jasna – remont kościoła. Projekt sporządzony przez wrocławskich ekspertów czekał na realizację w proboszczowskim biurku. Na razie wiernych chroniła stalowa siatka, ta jednak mogła powstrzymać co najwyżej sypiący się tynk.

– W takim stanie kościół jest od lat, ale wcześniej nikt nie chciał tego dostrzec. Zajmowano się innymi sprawami, w końcu gdy podczas renowacji fresków pokazały się pęknięcia, wystraszono się i prace porzucono. Ot, to cała historia – ksiądz proboszcz to energiczny jegomość, ale w przypadku wilkowskiej świątyni ta energia na niewiele się zdała. Właściwie co roku szło pismo do gminy Wielichowo, urzędu marszałkowskiego i ministerstwa kultury.

– Raz dali 20 tysięcy, to kupiliśmy dachówki, drugi raz urząd marszałkowski przyznał 25 tysięcy – kupiliśmy drewno na więźbę – wylicza ksiądz Derkaczewski.

W staraniach o pieniądze znalazł nawet życzliwe wsparcie w śmigielskim urzędzie miejskim – w końcu połowa parafii leży w gminie Śmigiel – ale i to nie dało efektów.

– Pomagaliśmy pisać dwa wnioski o dotacje. Zaznaczaliśmy w nich, że kościół znajduje się w bardzo złym stanie i wymaga pilnego remontu, dołączaliśmy nawet zdjęcia, ale pieniędzy nie udało się pozyskać – wyjaśnia Wiesława Poleszak-Kraczewska, zastępca burmistrza Śmigla.

Pieniądze na remont ksiądz proboszcz zbiera też po niektórych niedzielnych mszach. Jak sam mówi, trochę się ich zgromadzić udało, ale to i tak kropla w morzu. Potrzeba przecież około miliona.

– We wrześniu wysłałem pismo do jednego z autorów ekspertyzy z prośbą żeby zgodził się na rozłożenie remontu na etapy, bo zrobienie go w całości od razu jest ponad nasze siły i właśnie od tego wszystko się zaczęło – ks. Marian Derkaczewski wyjmuje na potwierdzenie swych słów niebieski segregator z mnóstwem dokumentów, pism i papierów.

Zagrożenie jest… teoretyczne

Autor ekspertyzy na rozłożenie remontu w czasie się zgodził, ale o jego decyzji dowiedział się nie tylko wilkowski proboszcz. Pismo poszło także do konserwatora zabytków. Parę dni później na parafii pojawił się powiatowy inspektor nadzoru budowlanego z Grodziska Wielkopolskiego.

Dokładnie obejrzałem strop i więźbę dachową. Stan jest katastrofalny – stwierdza Antoni Gałecki, inspektor nadzoru budowlanego. – Wydałem więc decyzję o natychmiastowym wyłączeniu obiektu z użytkowania.

Dla proboszcza i parafii oznaczało to ni mniej ni więcej, że 23 grudnia drzwi kościoła powinny zostać zamknięte i to na długo. Powinny, ale nie zostały.

– To zagrożenie teoretyczne, nie realne – ksiądz Derkaczewski tak właśnie odpowiada na pytanie, czy nie boi się, że w kościele komuś się coś stanie. – Może ten mój sprzeciw zmusi innych do działania. Na razie zostawieni jesteśmy samym sobie. Poza tym, jak kościół zostanie zamknięty, to o jedności i integracji parafii możemy zapomnieć, a to przecież bardzo ważne.

Tyle, że sprzeciw może drogo kosztować i proboszcza, i parafian. Inspektor nadzoru budowlanego już zapowiada, że sprawdzi, czy ksiądz do nakazu się zastosował. Być może jeszcze przez parę lat kościelny strop pozostanie tam gdzie jest. Takiej pewności jednak nie ma. Równie dobrze pewnego dnia jego część spaść może na posadzkę. Oby wtedy nikogo w kościele nie było.

Świetlica? To nie to samo

Proboszcz decyzji inspektora nadzoru budowlanego z ambony nie przeczytał, więc parafianie o nakazie zamknięcia kościoła nie wiedzieli. Teraz już wiedzą, ale na msze i tak chodzą.

– Od roku na siatkę nic nie spadło – mówi Stanisław Łakomy, sołtys Wilkowa Polskiego.

Inni powtarzają mniej więcej to samo: przez tyle lat nic się nie działo, to dlaczego teraz ma się stać. Niektórzy żartują, że jakby co to zdążą uciec, bo stoją blisko wyjścia.

Ludzie zbulwersowani są najbardziej tym, że tak długo ciągnie się sprawa remontu – dodaje Wacław Nowak, sołtys Śniat.

Parafianie się co prawda nie boją, ale już burmistrz gminy Wielichowo – tak.

– Dlatego właśnie zorganizowałem spotkanie z proboszczem oraz radą parafialną i zaproponowałem, by msze odbywały się w jednej ze świetlic wiejskich, ale odpowiedzi nie otrzymałem – wyjaśnia Adam Łaniecki, burmistrz Wielichowa.

W parafii mówi się, że taka świetlica lepsza niż nic, ale tylko w ostateczności. W końcu to nie kościół, więc i klimatu nie będzie i oprawy uroczystości jak należy.

Będą szukać rady

– Teraz podstawowa sprawa to ratować kościół – podkreśla Jan Pietrzak z Księginek, członek rady ekonomicznej parafii. – Moim zdaniem nie ma innego wyjścia, jak tylko sięgnąć po pieniądze unijne.

– Paradoksalnie decyzja o zamknięciu kościoła może się mu przysłużyć. Ministerstwo kultury ma środki na ratowanie zabytków zagrożonych zniszczeniem, o które w tej sytuacji można się będzie starać – podpowiada prof. Jerzy Jasieńko.

Wczoraj w wielichowskim magistracie spotkali się wszyscy, którzy mogą mieć wpływ na losy szesnastowiecznej świątyni. O jej efektach poinformujemy za tydzień. Na razie wymierny efekt decyzji o zamknięciu kościoła jest jeden – zamilkły organy. Dzwon na przykościelnej wieży wciąż bije. Jak długo przyjdzie mu wołać na alarm?


ANNA SZKLARSKA-MELLER

Fot. B. Ludowicz

 

Kościół w Wilkowie Polskim pod wezwaniem św. Jadwigi Śląskiej został wybudowany w 1540 roku, prawdopodobnie na miejscu wcześniejszego, drewnianego. Ponoć świątynia powstała bez użycia rusztowania, budowniczowie usypywali ziemię, by móc układać kolejne warstwy cegieł. W 1570 roku przejęli go protestanci, którzy w 1639 roku zorganizowali tu synod. W ręce katolików świątynia przeszła w 1644 roku. Obok kościoła stoi wieża pochodząca prawdopodobnie z drugiej połowy XIV wieku. Pierwotnie pełniła funkcję obronnej, teraz – dzwonnicy.

Dodaj artykuł do:



Komentarze (10)
RSS komentarzy
1.
Dlaczego wiązary a nie tradycyjna więźba
25-01-2010 16:31
Partner Szczecin - Gość
Wśród zalet prefabrykacji konstrukcji można wymienić fakt, iż system ten jest prosty w montażu, lekki, tani i daje możliwość wyeliminowania drogiego stropu betonowego, poprzez zastosowanie dolnego pasa konstrukcji jako konstrukcję nośną stropu.  
 
Partner Szczecin :)
2.
Dlaczego wiązary a nie tradycyjna więźba
27-01-2010 11:53
lop - Gość
jak pytałem się księdza czy istnieje jakieś zagrorzenie w kościele to na kolędzie powiedział że nic nie zagrarza a po 3 dniach kościół zamkneli więc dlaczego kłamał??????
3.
kto kłamał
28-01-2010 09:02
Piter - Gość
Nie tylko ksiądz w tej sprawie kłamał. Przez dwa lata nie mówiono Wam o zagrożeniu a teraz się obudzili!
4.
kto kłamał
15-02-2010 19:10
serduszko - Gość
Zgadzam się że ten ksiądz kłamie i jest narwany. U nas na kolędzie był około 2 minuty. Czy księdzu tak wypada???? :?
5.
kto kłamał
21-02-2010 20:28
mieszkanka wilkowa - Gość
Ludzie ale macie fantazj. Ksiadz nie kłamie tylko ludzie ploty śla . Prawda jest taka ze wkoncu wszystkie sprawy wyszly na jaw bo za ksiedza Stasia nikt nic nie wiedzial a po za tym uciekł aby nie spadł na niego remont .
6.
ksiądz
11-03-2010 23:40
Jan - Gość
a który z nich mówi prawdę?
7.
jasne!
14-03-2010 17:24
walek;p - Gość
wina zawsze leży po każdej stronie. A proboszcz ciągle podkreśla winę poprzedników... no nie oszukujmy się ale ciągle podkreśla fakt, iż to wina ks. Stanisława. Może czas najwyższy przesać szukać winnych całej tej zbagatelizowanej sytuacji. I postarać się znaleź rozwiązanej całej sytuacji zamknięcia kościoła. Najłatwiej rąbać dupe poprzednikowi, i zgrywać wielce pokrzywdzonego przez los prawda?
8.
mieszkaniec
02-08-2010 03:54
Jozef - Gość
Ten ks. Marian to kiepski gospodarz. Robil ci chcial wbrew woli parafian. Tak prymitywnego proboszcza to jeszcze nie mielismy. Bogu dzieki kuria to dostrzegla i go przeniosla - teraz odetchniemy. Ile szkody przyniosl dla naszej parafii to tylko Pan Bog wie! Dobry ksiadz zostaje wiele lat - on byl tylko pare i zniszczyl wiele. Nigdy nie powienien byc proboszczem - on tylko rujnuje!!!
9.
wycioł
23-11-2010 22:15
parafianin - Gość
u nas już też rujnuje zaczoł od pięknych tui na cmentarzu(wycioł je bez skrupułów)parafianie sadzili,pielęgnowali a on to wszystko zniszczył i zaczyna wielkie zmiany podczas mszy.ale my się niedamy. :p
10.
tuje
17-12-2010 18:54
niet - Gość
dobrze, że ks. Marian zdecydował się żeby coś zrobić z tujami przy gankach nietrzanowskiego cmentarza. Było ładnie kiedy były małe, ale posadzono je za gęsto i kiedy się rozrosły zrobił się problem. Po wejściu na cmentarz nie było wcale widać grobów, a chcąc dojść do jakiegoś grobu trzeba było się przez te tuje przedzierać, teraz jest znacznie lepiej. 
Ksiądz Marian bardzo żyje sprawami parafii, i wiele w krótkim czasie już zrobił, choćby ostatnio rozpoczęta budowa dużego parkingu przy kościele od dawna bardzo potrzebnego.

Napisz komentarz

Komentarze naruszające netykietę i regulamin portalu będą usuwane. Przeczytaj nasz regulamin

Imię:
Tytuł:
Komentarz:



Kod antyspamowy:*CAPTCHA Image
[ Inny obrazek ]

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Aktualności

Sonda

Przez mrozy:
Advertisement

KUP E-WYDANIE NASZEGO TYGODNIKA!

Image

DODATEK ROLNICTWO

Image

Copyright © 2005 - 2011 Panorama Leszczyńska        Opracowanie strony: NewsNet        Grafika: webSylium                                 Serwer: Logo EasyWWW